rabatydlarodziny new2
Jesteś tutaj: HomeArtykuły topCoraz gorzej z demografią

Coraz gorzej z demografią

Tomasz Cukiernik-2W ciągu 18 lat II Rzeczpospolitej liczba ludności wzrosła o ponad 22 procent. Tymczasem obecnie mamy przeciwny trend. Liczba ludności III Rzeczpospolitej wynosi niewiele ponad 38,5 miliona osób. Z szacunków GUS wynika, że w 2020 roku Polaków będzie około 37,8 miliona, a w 2035 roku – już tylko 36 milionów!
Polskie miasta wyludniają się. Od 1988 roku liczba mieszkańców Łodzi zmniejszyła się o 129 tysięcy osób, czyli o ponad 15 procent. W Katowicach od 1987 roku liczba stałych mieszkańców zmniejszyła się niemal o 20 procent (ponad 71 tysięcy osób)! Liczba mieszkańców Sosnowca od 1990 roku spadła o ponad 45 tysięcy osób, czyli ponad 17 procent. Liczba poznaniaków od 1990 roku spadła o 6,5 procent (38,5 tysiąca ludzi). W Częstochowie od 1993 roku liczba mieszkańców spadła o ponad 9 procent (24 tysiące ludzi). Rekordowy spadek liczby mieszkańców od 1987 roku zanotował Bytom – ponad 26,5 procent (niemal 64 tysiące ludzi).
Polki rodzą coraz mniej dzieci. Podczas gdy w 1990 roku urodziły 550 tysięcy dzieci, to w 2011 roku już tylko 391 tysięcy. W 1989 roku w Polsce mieliśmy ponad 11,2 miliona dzieci, podczas gdy w 2011 roku – tylko niecałe 7,15 miliona. Oznacza to, że w tym okresie liczba dzieci w Polsce spadła o ponad 4 miliony. Z powodu malejącej z roku na rok liczby rodzących się dzieci ostatnio w Częstochowie zlikwidowano nawet w jednym ze szpitali oddział ginekologiczno-położniczy. „Pod względem dzietności Polska jest na 209. miejscu wśród 222 państw, w których taka statystyka jest prowadzona. Za nami są tylko kraje ogarnięte konfliktem zbrojnym lub tuż po jego zakończeniu" - napisano w „Naszym Dzienniku".
W latach 1921-1939, po wyzwoleniu się z zaborów, liczba ludności II Rzeczpospolitej zwiększyła się z 27,2 miliona do 35,1 miliona osób. Oznacza wzrost w ciągu 18 lat o 7,9 miliona, czyli aż o 22,5 procent. Tymczasem po zrzuceniu jarzma komunizmu w latach 1990 i 2010 liczba ludności Polski była taka sama – około 38,2 miliona osób. W ciągu 20 lat „wolnej" Polski w kraju mieszkała podobna liczba ludności. A przecież ten rzekomy wzrost dobrobytu powinien napędzać wzrost populacji. Taka sytuacja ma miejsce choćby w bogatej Nowej Zelandii, Szwajcarii czy na Islandii, gdzie kraj bogaci się, a ludności przybywa. Dlaczego tak się nie dzieje w Polsce?
„Musimy odpowiedzieć na pytanie dotyczące przyczyn wygenerowania 'tsunami demograficznego' poprzez dwudziestoletnią politykę, która doprowadziła do tego że jesteśmy na 201 miejscu w świecie (trzynastym od końca), jeśli chodzi o dzietność rodzin" – pisze prof. Cezary Mech, były doradca prezesa NBP. A to oznacza, że czeka nas poważny kryzys o charakterze strukturalnym szczególnie w Polsce, która „mając olbrzymie zobowiązania emerytalne i tragiczny poziom urodzeń, wysyła swoje dzieci do przeżywających analogiczne problemy sąsiadów". Zdaniem prof. Mecha, Polska tym wyzwaniom nie sprosta.
Tomasz Terlikowski ogłosił w „Gazecie Polskiej" tezę, że to skutek wygodnictwa i egoizmu młodych ludzi, którzy zarobione pieniądze wolną wydawać na siebie. Ale przecież właśnie gdyby zarabiali znacznie więcej, to starczyłoby im i na siebie, i na dzieci. Zdaniem prof. Krzysztofa Rybińskiego, „barierami zniechęcającymi do posiadania dzieci są niska jakość infrastruktury opiekuńczej, zmiany w mentalności, inna kultura pracy oraz kwestie finansowe - dziecko obniża standard życia. Żeby to zmienić, potrzebne są znaczące dopłaty do każdego dziecka lub preferencje podatkowe". Niestety jak na razie zamiast tego coraz więcej ludzi nie ma pracy (w grudniu 2012 roku bezrobocie sięgnęło 13,4 procent), w wyniku działań państwa (regulacje, fiskalizm) życie staje się coraz droższe (wszędzie słyszymy o podwyżkach), a na dodatek coraz więcej zamiast na utrzymanie trzeba wpłacać do budżetu poprzez różnego rodzaju podatki i opłaty.
Według sondażu na stronach portalu Interia.pl, aż 94 procent internautów uważa, że w Polsce płaci się wysokie podatki. Natomiast polityka prorodzinna, także ta realizowana przez niektóre władze samorządowe, niewiele daje. Becikowe jest w symbolicznej wysokości, jeśli porównamy choćby z biedną Ukrainą. U naszego wschodniego sąsiada zasiłek za pierwsze dziecko wynosi prawie 3 tysiące euro, za drugie - 6 tysięcy euro, za trzecie – 11 tysięcy euro, a za czwarte 12 tysięcy euro. „Polaków mogłoby być więcej, bo to płodny i pracowity naród, lecz niestety dał się zwieść idei wszędobylskiego państwa, które wyciska z niego ostatnie soki" – napisał Jakub Woziński w tygodniku „Najwyższy Czas!".
Nie ma się co dziwić, że w tej sytuacji Polska została sklasyfikowana na nienajlepszej pozycji, jeśli chodzi o dobre miejsce do urodzenia. Amerykański ranking porządkuje kraje według tego, który zapewnia najlepsze możliwości zdrowego i bezpiecznego życia w dobrobycie. Według tegorocznego indeksu „Gdzie się urodzić", przygotowanego przez siostrzaną spółkę „The Economist", Polska znalazła się na 33 pozycji wśród 80 krajów świata, znacznie poniżej takich krajów, jak choćby Chile (miejsce 23) czy Tajwan (miejsce 14). Pierwsze trzy miejsca zajęły bogate kraje pozaunijne: Szwajcaria, Australia i Norwegia.
Można oszacować, że w formie różnych podatków, obowiązkowych składek na ubezpieczenia społeczne, opłat i innych haraczy Polacy oddają państwu około 75 procent tego, co zarabiają. Jeśli chcemy, by rodziło się w Polsce więcej dzieci, to po prostu trzeba zostawić Polakom więcej pieniędzy w ich portfelach, aby starczało i na wygodne życie, i na wychowanie dzieci bez specjalnego uszczerbku finansowego. Niestety jak na razie nie widać nawet na horyzoncie takich zamierzeń obecnych władz.

www.tomaszcukiernik.pl
Go to top