rabatydlarodziny new2
Jesteś tutaj: HomeArtykuły topPolityka prorodzinna, czyli czego potrzebują rodzice? Inwestycji w rodzinę!

Polityka prorodzinna, czyli czego potrzebują rodzice? Inwestycji w rodzinę!

fot.Andres 229091W minioną środę zakończyła się w Poznaniu konferencja poświęceona polityce prorodzinnej miast i gmin. W spotkaniu pod hasłem "Rodzina dla miasta - miasto dla rodziny" wzięło udział blisko sześćdziesięciu przedstawicieli władz samorządowych i urzędników zajmujących się realizacją działań na rzecz rodziny. Swoje pomysły prezentowali delegaci z Krakowa, Zielonej Góry, Ostrowa Wielkopolskiego i Środy Wielkopolskiej oraz współorganizator konferencji - prezydent Poznania - Ryszard Grobelny. Nie zabrakło także głosu organizacji pozarządowych i wielodzietnych rodziców. Poniżej prezentujemy treść wystąpienia Elżbiety Lachman - eksperta ds. europejskich instrumentów w polityce prorodzinnej Fundacji "Głos dla Życia" i radnej Rady Rodziny Dużej M. Poznania.

Czego potrzebują rodziny?

Dlaczego jedni mają jedno dziecko, a inni wiele? Dlatego, że w życiu wyznaczają sobie różne cele, a dążąc do nich obserwują otoczenie. To, co zobaczą wpływa na liczbę pociech w domu. Wielu rodziców kieruje się osobistym powołaniem i wewnętrznym pragnieniem. Niezależnie od sytuacji mieszkaniowej, ekonomicznej i polityki chcą mieć liczne potomstwo.

Dzieci czyli „inwestycje specyficzne"
Na dzieci rządzący powinni patrzeć również przez pryzmat makroekonomii. To właśnie ona ma wpływ na dzietność konkretnego pokolenia.
W 1992 roku nagrodę Nobla z zakresu ekonomii otrzymał Gary S. Becker – autor „Ekonomicznej teorii zachowań ludzkich", w tym „Teorii małżeństwa". Napisał między innymi: „Podstawą rozwoju ekonomicznego społeczeństwa jest trwałe, monogamiczne, heteroseksualne małżeństwo, koncentrujące się na inwestycjach 'specyficznych'. Najoczywistszym i najczęstszym przykładem takich inwestycji 'specyficznych' są dzieci".
Właśnie o tej prawdzie bardzo często się zapomina. W przyszłości to nasze dorosłe dzieci mają wypracowywać PKB dla Polski. To nasze dzieci mają zostać lekarzami, inżynierami, ekspedientkami, mechanikami, pielęgniarkami, które zaopiekują się nami w starości. Oczywiście to dzieci mają opłacać nasze emerytury, ponieważ my dzisiaj też za pośrednictwem ZUS-u wypłacamy je z naszych podatków seniorom.

Matka Polka warta 10 milionów
Zdaniem krakowskiego ekonomisty Tomasza Cukiernika każdy absolwent wyższej uczelni, jeśli będzie pracować w Polsce za średnią krajową (obliczenia dot. 3.500zł brutto) do emerytury, wpłaci do budżetu państwa w postaci podatków pośrednich i bezpośrednich około 1,5 miliona złotych. Jeśli matka ma siedmioro dzieci, a one zostaną w Polsce, to znaczy, że ta matka Polka wychowuje dla Polski kapitał w wysokości ponad dziesięciu milionów złotych! Jeśli dzieci wyjadą do Holandii, Norwegii, Anglii czy Irlandii, będą innym budować dobrobyt. Tam zysk dla państwa z jednego pracownika jest czterokrotnie wyższy, podobnie zresztą jak średnie zarobki.
Z punktu widzenia rodziców dzieci to naturalna realizacja powołania do rodziny. Z punktu widzenia państwa dzieci to inwestycja. Fatalnie, jeśli ktoś z uporem maniaka powtarza, że dzieci są tylko kosztem lub prywatną sprawą. W Polsce nikt z rządzących przez ostatnie 25 lat oficjalnie nie postanowił, czy dzieci ma utrzymywać tata (w tej sytuacji na rynku powinny być dostępne świetnie opłacane miejsca pracy), czy państwo, lub w jakim stopniu i tata i państwo. Nie trzeba wykonywać kosztownych badań socjologicznych nad tym, czy Polki chcą iść do pracy, czy spędzić pierwsze trzy lata z dzieckiem w domu. Polskie, młode matki w Anglii pokazują, że większość z nich zamiast biegać do pracy, chętnie realizuje się w macierzyństwie, przy jednoczesnym zabezpieczeniu finansowym zarówno ze strony męża, jak i państwa. Czy wybierają dla swoich pociech żłobki? Raczej nie.

Europejskie TAK dla macierzyństwa
Była minister spraw zagranicznych Norwegii – Janne Haaland Matlary – matka czterech córek, w książce „Nowy feminzm" zauważa, że „w Europie rola państwa w życiu społecznym jest oczywista... Poziom opodatkowania – bezpośrednie lub pośrednie opodatkowanie, rodzaje zasiłków na dzieci, zasiłki macierzyńskie, system szkolnictwa oraz programy socjalne wraz z rynkiem pracy – to wszystko pośrednio lub bezpośrednio wpływa na warunki macierzyństwa".W polskich domach byłoby więcej dzieci, gdyby nie to, że każde kolejne dziecko jest kosztem tylko dla rodziców, a z pracy jego rąk chce czerpać w przyszłości także państwo, które nie chce w nie zainwestować.

Czego potrzebują rodziny w Polsce?
Z całą pewnością przede wszystkim godnych warunków mieszkaniowych tzn. min. 20 m2 na członka rodziny i minimum 1 tysiąca złotych netto na głowę. Jeśli w Polsce jest jedna z najniższych średnich krajowych, a na blisko 2,5 miliona dzieci przysługują zasiłki rodzinne, z powodu dochodu w rodzinie poniżej 539 złotych na osobę, to oznacza, że z wszelką mocą powinny zadziałać nowe programy i instrumenty ekonomiczne na szczeblu państwowym lub gminnym, by ten stan zmienić. W rodziny i dzieci trzeba zainwestować. To, że można, udowodnił przykład Nysy. Mariusz Nasiborski – biznesmen i wiceprzewodniczący Powiatowej Rady Zatrudnienia w Nysie udowodnił, że w Polsce w ramach koalicji na rzecz zwalczania bezrobocia, można wybudować domy wielorodzinne, w których metr kwadratowy kosztuje 800 złotych. Udokumentowany pomysł był wielokrotnie chwalony i nagradzany, również na międzynarodowych konkursach dotyczących inicjatyw społecznych. Mieszkania komunalne dla rodzin w cenie 120 tysięcy złotych za 150 metrów kwadratowych? Nysa zwarła szyki, utworzyła koalicję wielu podmiotów i udowodniła, że to możliwe.

Rodziny inwestują w... banki!
Tymczasem tysiące rodzin w Polsce nie będzie mieć trzeciego, czwartego, może piątego dziecka, ponieważ spłaca kredyt hipoteczny, który pożera lwią część jej przychodów, a często wpędza w spiralę zadłużenia. Koszt jednego metra na wolnym rynku z powodu kredytu bankowego rośnie z 3 tysięcy do blisko 8 tysięcy wraz z odsetkami na przestrzeni np. 25 lat. Zamiast inwestować w swoje dzieci, rodzice inwestują w najdroższe banki świata, często popadając w życiowe trudności. Jeśli te prowadzą do niemożności utrzymania rodziny, to bywa, że konsekwencją jest rozpad rodziny, a w niektórych przypadkach konieczność umieszczenia dzieci w placówkach opiekuńczych. Dopiero tam na dziecko budżet przeznacza ponad 3 tysiące złotych. Trudną rzeczywistością stają się słowa urzędnika jednej z podpoznańskich gmin, że w naszym państwie dopiero gasi się pożar, a nie jemu zapobiega. Zapobieganie polegałoby na zainwestowaniu w zdrową, rozwijającą się rodzinę, a nie jej rozbijanie, gdy jest pokaleczona.

Kto kogo wspiera
W rodziny w Polsce, szczególnie wielodzietne, powinno się zainwestować, także poprzez ich dofinansowanie. Potrzebna jest inwestycja w kapitał ludzki. Potrzebne są wszelkie działania, które będą zapobiegać wpadaniu w biedę z powodu posiadania dzieci.
Czy wyższy podatek VAT zapłacą rodzice kupujący 20 litrów mleka miesięcznie, czy tacy, którzy kupują 80 litrów? Kto bardziej WSPIERA budżet państwa? Zachodnie zasiłki na dzieci mają przede wszystkim za zadanie zmniejszenie skali opodatkowania pośredniego nałożonego na rodziny, np. w postaci VAT – groźnego dla polskich rodzin podatku od konsumpcji.
Gorąco zachęcam, by słowo wspieranie zamieniać czym prędzej na INWESTOWANIE, by budować prawdziwą solidarność społeczną z chcącymi się rozwijać rodzinami.
Zachęcam do przełamania często zauważanej w wielu gminach „perspektywy jednej kadencji". Dotyczy to szczególnie polityki prorodzinnej. Czas, by realnie postawić na rodziny. 

Właśnie TERAZ jest nazwyższy czas na działanie. Jedna z urzędniczek w Zachodniopomorskiem powiedziała dziennikarzowi portalu GminadlaRodziny.pl, dlaczego w mieście, gdzie zamknięto ostatnią szkołę, brak polityki prorodzinnej – „bo prawie wszyscy, co mają dzieci, wyjechali do Norwegii".

Go to top