rabatydlarodziny new2
Jesteś tutaj: HomeRODZINNE AUTONawigacja - użyteczny gadżet

Nawigacja - użyteczny gadżet

tomtomNie trzeba nikomu tłumaczyć, co oznacza oszczędność choćby 15 cennych minut podczas rodzinnej jazdy samochodem. Wiemy, jak się jeździ autem po mieście w godzinach szczytu. Nawet z najgrzeczniejszymi dziećmi świata to prawdziwy wyczyn. Nawigacja służy, by teoretycznie do celu dojechać szybciej i bezproblemowo. Skąd więc tyle narzekań na te urządzenia?

Osobiste plany
Wbrew temu, co głoszą slogany marketingowe, nawigacja ma nam pomóc. Pamiętajmy jednak, to nie jest wyrocznia. Niedawno sieć obiegła sensacyjna wiadomość, że pewna Belgijka zamiast przejechać 80 kilometrów, by osiągnąć cel, pokonała dystans ponad 1400 kilometrów kierując się „GPS"-em. Przykład mniej ekstremalny, ale też prawdziwy. Pewna rodzina jadąc do Chorwacji przejeżdżała przez trzy kraje, płaciła w nich za opłaty drogowe, pokonała 1300 km. Znajomi z tego samego miasta pokonali 1600 km w sześciu państwach. Opłaty? Były oczywiście stosownie wyższe. Dlaczego?
Planując dłuższą podróż, nawet w Polsce, warto na mapie papierowej lub też internetowej (Google Maps, viamichelin.pl, targeo.pl) przeanalizować wcześniej trasę, poszukać punktów pośrednich, dowiedzieć się czegoś więcej o nowych drogach. Nawigacje mają swoje algorytmy wybierania tras, nie zawsze zgodne z naszymi wyobrażeniami. Do tego dochodzą błędy użytkowników – nas samych. Być może w ustawieniach domyślnych zdefiniowano wybór trasy krótkiej zamiast pytania o wybór profilu drogi kierowcy? Albo oznaczono, by nie jechać przez płatne drogi, nie płynąć promem, nie przekroczyć granicy (czasem odcinek przez obce landy bywa szybszy niż trzymanie się tylko rodzimych dróg). Szczególnie trzeba uważać z zezwalaniem nawigacji na jazdę duktami nieasfaltowymi. Stąd legendarne „wjazdy do rzeki" nie mogą dziwić. Osobiście zazwyczaj na długich odcinkach ustawiam trasę szybką, a w mieście krótką, gdyż takowa pozwala często uniknąć korków.
Kit antykorkowy
Kolejna kwestia to aktualizowanie map. Nie czarujmy się, wielu kierowców nie robi tego na bieżąco i nic w tym dziwnego, wszak to dość droga sprawa. Poza tym bywa, że i sami producenci sprzętu zauważają zmiany drogowe nawet z półrocznym czy rocznym opóźnieniem. Zaglądając do kuchni: inna firma tworzy mapy, a inna oprogramowanie do nawigacji. A samo tworzenie map zawiera spory margines błędu, o czym miałem okazję się przekonać rozmawiając z osobami trudniącymi się tym zajęciem. Tak więc nawet jeśli kupiliśmy nowy sprzęt, może on zawierać już nie do końca aktualne wiadomości.
Niektóre urządzenia mają genialną opcję typu: „omiń blokadę drogi". Stoimy w korku, a nawigacja pozwala nam wrócić na pierwotnie zaplanowaną trasę na przykład za dwa kilometry korzystając z wytyczonego objazdu, co nierzadko się opłaca. Systemy antykorkowe w Polsce działają jak na razie na bardzo przeciętnym poziomie. Jest coraz lepiej, ale bywa, że urządzenia widzą zator, którego nie ma lub nie zauważają długiego szpaleru samochodów.
Polski interfejs
Jak wybrać dobrą nawigację? Nie przepłacać za mapę Europy jeśli jeździmy tylko po kraju. Przeanalizować, czy kupujemy sprzęt tylko do nawigowania, czy również oglądania filmów, zdjęć, korzystania z zestawu głośnomówiącego itp. Uważać na tanie „GPS-y" często wieszające się, mające spore opóźnienie w zakomunikowaniu, że to zła droga, mające niedokładne mapy, stwarzające trudności w obsłudze.
Miałem przyjemność przetestować nawigacje kilku producentów. Najlepsze wrażenie na mnie zrobiły Navroad i Tom Tom, przyzwoite Blow, bardzo przeciętnie wypadły natomiast Garmin, Mio oraz Becker. Dużo jednak zależy od konkretnego modelu, a czasem i subiektywnego odczucia.
Przy zakupie samochodu nawigacja jako fabryczne wyposażenie powinna być argumentem „na nie". Nie zawsze dokładne mapy, droga aktualizacja, a przede wszystkim cena takiego urządzenia to tylko niektóre argumenty. Poza tym w starszych modelach nierzadko brakuje obsługi w języku polskim (np. w przypadku aut Grupy Volkswagena dopiero niedawno wyeliminowano ten problem).
Zrezygnować z nawigacji?
Skoro jest tak źle, to może jednak nie kupować nawigacji? Jeśli ktoś lubi podróżować lub bywa często w innych miejscach niż rodzinne miasto, jednak powinien sięgnąć do kieszeni. Na własnym przykładzie mogę podać, że błądzenie po pełnej niespodzianek Warszawie trwa o połowę krócej, niż z pomocą papierowej mapy, a wcale nie uważam się za tragicznego nawigatora. Na mniej znanych trasach również jestem w stanie sporo zyskać.
I to nie tylko dzięki prowadzeniu do celu. Nawigacja pokazuje najbliższe zakręty, pozwala w razie „czerwonego światełka" szybko znaleźć stacje benzynową (opcja „znajdź w pobliżu" lub znajdź na trasie"), a w przypadku głodu - restaurację. Wiele nawigacji ma również opcję (legalną) wykrywania fotoradarów lub sygnalizowania dźwiękowo, że przekraczamy szybkość. To pozwoli zaoszczędzić trochę złotówek. W aspekcie turystycznym - są nawet urządzenia, które można używać podczas pieszego zwiedzania szukając zabytków.
Dla rodziny kochającej spędzać aktywnie czas – nawigacja to więc nieodzowne narzędzie. Tylko należy jej używać nie zapominając o zdrowym rozsądku.
Go to top