Social Share:

„Matki, często wielodzietne, chcące wychowywać dzieci kosztem rezygnacji z pracy zawodowej, pozostają poza orbitą zainteresowań tej ekipy” – pisze Beata Falkowska w „Naszym Dzienniku” (20.11.2012) o planach „prorodzinnych rządu. „W sytuacji, gdy celem jest przełamanie w Polsce rodzinnego modelu 2+1 lub 2+2, one i ich rodziny nie otrzymają nic.

Umowa o pracę uprawniająca do urlopu macierzyńskiego nawet dla wielu mam z jednym czy dwojgiem dzieci to pieśń przeszłości. Albo pracodawca podziękował im, gdy pojawiło się dziecko, albo one same wybrały tworzenie domu dla dzieci, a nie robienie z przedszkola czy szkoły dziennego domu dziecka w wymiarze od godziny 7.00 do 17.00 i później. Jeżeli „ofensywa” prorodzinna Tuska wejdzie w życie (w co niektórzy i tak nie wierzą), to one nawet jej nie zauważą. Bo jak można zauważyć coś, co nie istnieje. Bez jednoczesnych zmian w systemie podatkowym szczątkowe posunięcia, jak wydłużenie urlopów, pozostają efemeryczne, będą nieskuteczne i nie przyniosą efektu demograficznego wzrostu. Spójność – to słowo klucz do efektywności każdej polityki prorodzinnej. Opodatkowanie produktów przeznaczonych dla dzieci systematycznie rośnie i dotyka wszystkich, w przeciwieństwie do urlopów macierzyńskich, z których skorzysta tylko część kobiet.

Obniżenie podatków pośrednich stanowiłoby wydatną pomoc przede wszystkim dla rodzin wielodzietnych, które odprowadzają najwięcej do państwowej kasy. Część ekonomistów opowiada się za ryczałtowym zwrotem z tytułu pobranych podatków rzędu 500 zł miesięcznie na każde dziecko. Ich zdaniem dziś to najbardziej efektywne narzędzie wsparcia polskich rodzin. Spóźnione, ale dajce szansę na szybkie demograficzne ożywienie, którego na gwałt nam potrzeba.”

I co najważniejsze obejmuje także te rodziny, w których matka decyduje się na zajmowanie się dziećmi w domu, rezygnując z pracy zawodowej. Bo choć w obecnej przestrzeni medialnej brzmi to jak bajka, to jest wciąż wiele kobiet, które chętnie zostałyby w domach, gdyby sytuacja materialna ich rodzin pozwoliła im na to. Obecni decydenci zdają się jednak zakładać, że największym marzeniem niemalże wszystkich kobiet jest uwolnienie się od ciężaru dziecka i powierzenie go jakiejś instytucji opiekuńczej, wychowawczej czy edukacyjnej i jak najszybszy powrót na rynek pracy. Zatem wsparcie rodziny kojarzy im się wyłącznie (i w tym kierunku idzie ich „prorodzinność”) z tworzeniem nowych żłobków i urlopami od pracy zawodowej.