Social Share:
MPiPSRząd rozpoczął prace nad ustawami szumnie zwanymi prorodzinnymi. Tymczasem tak naprawdę one nie są prorodzinne, ponieważ zajmują się tylko matkami pracującymi zawodowo, wydłużając im urlopy macierzyńskie (a właściwie rodzicielskie) do 52 tygodni. Nie ma tam w ogóle mowy o matkach, które pozostają w domach, nie pracując zawodowo.

Niewiele osób zdaje sobie także sprawę, że nawet nie wszystkie pracujące zawodowo matki objęte są tym wydłużonym urlopem. Nie dotyczy on ubezpieczonych w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.

Ile zatem osób skorzysta z tego dobrodziejstwa? I czy będzie miało to jakikolwiek wpływ na decyzję Polek o posiadaniu kolejnych dzieci? Bez całościowej propozycji polityki prorodzinnej można mieć bardzo uzasadnione wątpliwości. Bo co dalej, kiedy dziecko skończy rok? Matka na ogół z powodów ekonomicznych zmuszona jest do powrotu do pracy. A co z dzieckiem? Żłobek? Tyle tylko, że nawet gdyby były w nim miejsca, to nie jest idealnym rozwiązaniem, o czym wie doskonale każda matka, która choć raz zostawiła w nim dziecko.

Dopóki nie będzie więc jasnej, prostej, zapewniającej środki na każde dziecko polityki państwa, każde połowiczne działanie z góry skazane jest na klęskę. A sam nawet najdłuższy urlop macierzyński nie rozwiąże problemu, bo po jego zakończeniu rodzice jeszcze przez wiele lat muszą się zajmować dzieckiem. Przyszłym podatnikiem, konsumentem, obywatelem. A w tej chwili w Polsce są zdani wyłącznie na samych siebie.