Social Share:

Basia 2Aż trudno w to uwierzyć, ale są jeszcze miejsca na tym globie, gdzie macierzyństwo jest w cenie. Gdzie kobiety są niezwykle cenione z uwagi na sam fakt urodzenia i wychowania dzieci. Gdzie na szacunek i dobrą pozycję w społeczeństwie nie muszą zasługiwać pozostawiając dzieci i podejmując pracę zawodową, bo inaczej będą pogardliwie nazywane „kurami domowymi", które „zamiast mózgu mają papkę" i które potrafią rozmawiać tylko o „zupkach i kupkach".

Tak jakby wychowanie człowieka było banalnie proste, nie wymagało wysiłku i zupełnie nie zasługiwało na szacunek. Ba, było czymś wstydliwym, o czym nie powinno się zbyt głośno mówić. Doskonale wiedzą o tym wykształcone, mądre Polki, które ośmieliły się (w naszym tolerancyjnym społeczeństwie) po urodzeniu dziecka zrezygnować z pracy zawodowej i pozostać z nim w domu. Ileż to się nasłuchały (i to niejednokrotnie od najbliższych), że to głupia decyzja, że „wypadną z rynku pracy", że uwstecznią się i w końcu „po co kończyły te studia", żeby teraz ugrzęznąć w pieluchach. A one – prawniczki, lekarki, redaktorki, nauczycielki, właścicielki firm – heroicznie trwają przy swoim, oddając swój czas swoim dzieciom.

O ileż prościej byłoby im funkcjonować w społeczeństwie, które zamiast je za to potępiać, doceniałoby ich poświęcenie i dojrzałość. Tak, jak było przez wieki całe, kiedy matki mogły się cieszyć prawdziwym szacunkiem, bo w trudzie oddawały społeczeństwu kolejne pokolenia Polaków. Może nawet o wiele więcej Polek zdecydowałoby się na posiadanie dzieci, jeśli by im nie wmówiono, że koniecznie muszą połączyć macierzyństwo z zarabianiem na życie i karierą zawodową. Tak jakby stanie za sklepową ladą było o wiele ważniejsze niż poświęcenie czasu swojemu dziecku, jakby zaprogramowanie komputera miało o wiele większe znaczenie niż dobre wychowanie dziecka...

Zresztą, jak trudne jest połączenie macierzyństwa z pracą zawodową, wiedzą doskonale wszystkie zatrudnione na etacie mamy... Choć, oczywiście, nie jest niemożliwe.

Niech to jednak będzie wolny wybór kobiety. Niech sama zdecyduje czy chce pozostać w domu czy pracować zawodowo. Niestety, w naszej rzeczywistości trudno o tym nawet pomarzyć. I mimo że hasło „wszystkie kobiety na traktory" straciło już na swojej aktualności, mam jakoś dziwnie wrażenie deja vu. Choć dzisiejsze hasło nieco rozszerzyło swój zakres i raczej brzmi: „wszystkie kobiety do pracy zarobkowej", nadal zakłada, że wszystkie kobiety o niczym innym nie marzą po urodzeniu dziecka, tylko o wyrwaniu się z domu. Dowodzi tego publiczny dyskurs na temat polityki prorodzinnej Polski (a raczej jej braku), która w ogóle wyklucza matki, które chcą pozostać w domu z dziećmi. Mówi się o dłuższym urlopie macierzyńskim, o ułatwieniach w powrocie do pracy po rocznym urlopie, o nowym miejscach w żłobkach... A ileż kobiet marzy, żeby ich dziecko spędziło wczesne dzieciństwo w żłobku? Ja takich nie znam w ogóle. Za to znam takie, które zmuszone ze względów ekonomicznych do powrotu do pracy każdego ranka makijaż robiły dopiero w biurze, bo całą drogę do pracy płakały, przeżywając rozstanie ze swoim maleństwem. Na szczęście znam też takie, których mężowie poradzili sobie z utrzymaniem rodziny, a one wybrały – tę najważniejszą ze wszystkich – pracę w domu.

Może w sytuacji, kiedy mamy dramatyczną zapaść demograficzną, kiedy nasze społeczeństwo nieuchronnie się starzeje i to najszybciej w Europie, kiedy lada moment załamie nam się system emerytalny, rynek pracy, zdrowotny, edukacyjny i cała gospodarka – czas na powrót docenić macierzyństwo? Może i nie podniesie nam to dzietności, ale na pewno odda sprawiedliwość setkom tysięcy mam, bez których w ogóle by nas nie było.