rabatydlarodziny new2
Jesteś tutaj: HomeWYCHOWANIE Po co dzieciom nagrody

Po co dzieciom nagrody

dzieci w górach - Kopia 2Zamiast kija i marchewki – marchewka i marchewka. Jedna duża, druga mniejsza lub – w najgorszym wypadku – jej brak. Kij jest na nic, bo ma dwa końce. A każdy lubi być nagradzany. Wychowankowie szybko się orientują, za co można sobie nabić punktów – jeżeli ich dystrybucja ma jakieś zasady.

Tymczasem tradycyjne wychowanie wciąż systemowo preferuje kary przed nagrodami. „Wyniosłeś śmieci? No nareszcie!” – Ani słowa o zasłudze. Marchewki zabrakło. „Przyniosłaś ze szkoły czwórkę, ale przecież stać cię na więcej!” – Nie ma marchewki.

Wyniesienie śmieci i przyniesienie czwórki nie okazały się sukcesami. A przecież są nimi! Prawda, że drobniuteńkimi – ale są i koniecznie trzeba je zauważyć. Można dziecku okazać zadowolenie, bez „ale”.

Dlaczego tak postępujemy? Tradycja to jedno. Ale przede wszystkim mamy taką ciągłą obawę dewaluacji naszej łaskawości wobec dziecka. Że niby przyzwyczai się do ciągłego chwalenia i potem „normalnie” nic już nie będzie chciało zrobić. A kary to już w ogóle nie zniesie, tak będzie delikatne. Tymczasem życie jest twarde i trzeba je do tego przyzwyczajać na co dzień.

Nieprawda! Nagradzać trzeba stale i za co się tylko da. Nagroda oznacza akceptację. Minimum miłości. Paliwo życia i aktywności. Karać dziecko można tylko w dwóch przypadkach: jeśli jego postępek skrzywdził (mógł skrzywdzić) kogoś lub zagroził własnemu albo czyjemuś bezpieczeństwu. Reakcją wystarczającą na inne niewłaściwe zachowanie dziecka może być brak uśmiechu lub okazanie strapienia. A i tego nie można ciągnąć długo i najlepiej sprawę zamknąć krótkim: „Stało się, mam nadzieję, że ostatni raz”.

I znów niebo jest bez chmur, a rodzice skrobią marchewkę, bo na pewno za chwilę będzie ją za co dać.

www.donbosco.salezjanie.pl

Go to top