rabatydlarodziny new2
Jesteś tutaj: HomeWYWIADY Możliwe jest podniesienie dzietności

Możliwe jest podniesienie dzietności

prof.  Jan ParadyszRozmowa z drem hab. JANEM PARADYSZEM - profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i dyrektorem Centrum Statystyki Regionalnej przy UE
 
Czy to prawda, że do końca stulecia ma nas być mniej o 20 milionów?
Najnowsza prognoza ONZ zapowiada jeszcze większe zmniejszenie się liczby ludności Polski, bo aż o 21,6 miliona, czyli spadek o 56,3% w stosunku do 2010 roku. Według niższego z trzech wariantów (low) w 2100 roku Polska będzie liczyć 16,7 miliona obywateli. Trzeba jednak dodać, że nie jest to największy spadek liczby ludności w naszym regionie. ONZ przewiduje w tym najniższym wariancie spadek liczby Rosjan o ponad 81 mln, czyli będzie ich o prawie 57% mniej niż w 2010 r. Obywateli Ukrainy będzie tylko 16,3 mln (o 64% mniej). Relatywnie największe spadki zanotuje Bułgaria (o 71,6% mniej ludności) i Mołdawia (73,2%). Liczba Czechów spadnie do 6,4 mln (spadek o 34,1%), obywateli Niemiec do 43 mln (spadek o 47,7%). Jedyny, nieznaczny wzrost liczby ludności w tym wariancie ONZ przewiduje dla Irlandii (wzrost o 3,4%) i Andory (o 31,5%). Oczywiście, w wariancie średnim przewiduje się mniejszy spadek ludności Polski. Według tego wariantu (medium) w 2100 r. Polska miałaby liczyć 29,5 mln, czyli o 23,1% mniej niż w 2010 r. Wariant wyższy (high) przewiduje wzrost liczby Polaków do 47,4 mln, co wydaje mi się najmniej prawdopodobnym scenariuszem dla nas i dla naszego regionu. Moim zdaniem, jeśli nie zmieni się obecna, antynarodowa polityka rządu i główne przekazy w mediach mainstreamowych, ludność Polski zmniejszy się, ale bliższy realizacji jest wariant średni – około 30 mln.
 
Dlaczego tak wyraźnie spadła w Polsce dzietność?
Samo pojęcie „dzietności" już jest dyskusyjne, gdyż jest ono nie tylko wynikiem określonej liczby dzieci w rodzinie, ale przyspieszeń i opóźnień w rodzeniu się potomstwa w rzeczywistych generacjach kobiet. Ale przyjmijmy ten niedoskonały wskaźnik, który jest teraz w Polsce na poziomie 1,3. W latach 50. ubiegłego stulecia był na poziomie powyżej 3,5. To rzeczywiście wyraźny spadek. Zresztą jest widoczny we wszystkich niemal krajach i to nie tylko europejskich.
 
Gdzie leżą przyczyny?
To, co teraz dzieje się w demografii, niektórzy demografowie nazywają „drugim przejściem demograficznym". Ja dystansuję się od tej teorii, z powodu jej apologetycznego charakteru w stosunku do obecnych trendów hedonizmu, konsumpcjonizmu i egocentryzmu. Trudno jednak zanegować pewne zjawiska, które mocno determinują postawy prokreacyjne kobiet. Przemiany w tych postawach zaczęły się od tzw. rewolucji seksualnej z końca lat 60. Jak to ujął francuski badacz rodziny, wszystko zaczęło się od desakralizacji małżeństw, później nastąpiła ich dezinstytualizacja, czyli upowszechnienie się nieformalnych typów związku. W wyniku tego znacząco wzrósł odsetek dzieci pozamałżeńskich. Podniósł się wiek zawierania małżeństw, tych, którzy się już na nie zdecydują, bądź tych, którzy formalizują swój wcześniejszy związek „partnerski". Wzrósł także przeciętny wiek macierzyństwa do 30-31 lat (trzy dekady wcześniej był 26-27). Wszystkie te zjawiska po 1990 r. dotarły do Polski, gdzie przeciętny wiek rodzenia dzieci wzrósł do prawie 29 lat i dalej rośnie. W grę wchodzi także samorealizacja zawodowa kobiet, nastawienie na karierę, naukę. A trudno pogodzić to z macierzyństwem, choć nie jest niemożliwe. To wszystko spowodowało, że liczba nowo narodzonych dzieci drastycznie spada.
 
Czy kiedykolwiek w historii były już takie spadki dzietności?
Nigdy. Nie przeżylibyśmy wtedy jako naród, bo umieralność wśród dzieci była wcześniej bardzo wysoka.
 
Co zatem z nami będzie?
Ja jestem optymistą. Z doświadczeń innych krajów wynika, np. krajów skandynawskich, że możliwe jest podniesienie wskaźnika dzietności. Oni wcześniej przeżyli tę zapaść demograficzną, a teraz „odbili się już od dna". Ich wskaźnik jest ok. 2 dzieci na kobietę.
 
Jak to osiągnąć?
Dobrym przykładem jest tu Francja, która politykę sprzyjającą rodzeniu dzieci prowadzi już od lat 20. ubiegłego wieku. Chodzi o to, żeby takie działania były trwałe i stabilne. Trzeba zawsze popierać rodzinę. Zawsze i wszędzie. Nie można raz mówić, że jest nas za dużo i straszyć widmem tego, że nie zdołamy się wyżywić, a za chwilę nawoływać do rodzenia dzieci, bo nas za mało i starzejemy się, co jest poważnym społecznym problem. Musi być stale dobry klimat wokół rodziny. I to rodziny wielodzietnej. Nie można raz mówić, że posiadanie dużo dzieci, to zacofanie i brak odpowiedzialności, a później nagle zauważać, że bez nich nie przetrwamy, że nie będzie nam miał kto wypłacać emerytur. Uważam że najważniejsze znaczenie ma tworzony przez wszystkie możliwe instytucje klimat wokół rodzin z dziećmi. To powinien być główny element polityki prorodzinnej, a nie tylko pomoc materialna, choć być może wielu się tym stwierdzeniem narażę.
(wywiad archiwum redakcji 2013r.)

zdjcie kliknij

Go to top