rabatydlarodziny new2
Jesteś tutaj: HomeWYWIADY W Polsce mamy ciągle szansę...

W Polsce mamy ciągle szansę...

Marek JurekRozmowa z marszałkiem MARKIEM JURKIEM – prezesem Prawicy Rzeczpospolitej

 

Czy w Polsce jest realna szansa na wprowadzenie kompleksowej polityki prorodzinnej?
Oczywiście, jednak pod warunkiem, że będzie w parlamencie samodzielna siła chcąca systematycznie pracować na rzecz praw rodzin i przełamania kryzysu demograficznego oraz że będzie potrafiła budować większość.

Nie wystarczy większość życzliwa, potencjalna, jeżeli nie będzie stale mobilizowana do realizacji swych powinności i przekonań.


Jak ta polityka powinna wyglądać? Z jakich elementów się składać?

Wymiar podstawowy ma charakter materialny. Po pierwsze – zdecydowane zmniejszenie podatków dla rodzin poprzez zmianę obecnej, nie trafiającej do wszystkich ulgi w PIT. Należy ją zastąpić ryczałtowym (czyli uśrednionym) zwrotem VAT, który każda rodzina płaci, utrzymując dzieci. Taki mechanizm powinien być potwierdzony wpisanym do Konstytucji prawem rodzin do zwrotu uśrednionych podatkowych kosztów utrzymania dziecka (czyli 23 % od średnich kosztów jego utrzymania). Jego zaletą (w przeciwieństwie do ulgi w PIT) jest to, że trafi do każdej rodziny (i do najmniej zarabiających, i do rolniczych). Drugi element to realna waloryzacja progów pomocy społecznej dla rodzin ubogich, których bardzo wiele wyłączono z tej pomocy w ostatnich latach.


Trudno powiedzieć, że waloryzacja progów pomocy społecznej dla rodzin ubogich jest elementem polityki prorodzinnej... Czyż nie najważniejszym grzechem decydentów jest właśnie stawiane znaku równości między polityką socjalną a prorodzinną, które w rzeczywistości są czymś zupełnie innym? Wiadomo przecież, że państwa, które zwiększyły wydatki na politykę prorodzinną, automatycznie mniej wydają na socjalną.

Mówię o pomocy społecznej jako o elemencie polityki prorodzinnej, a nie o jej zasadzie. Progi, o których mówimy, były przez wiele lat nie waloryzowane. Corocznie ileś rodzin traciło środki, które miało powody uważać za nabyte prawa. Chodzi tylko o naprawę tej sytuacji.


Skąd wziąć pieniądze na politykę prorodzinną?

Zwrot podatków pośrednich to po prostu ograniczenie podatków, a nie wydatek. Klasyczna etyka mówi, że nie można opodatkowywać środków koniecznych do przeżycia, więc nie można opodatkowywać wychowania dzieci. Pamiętajmy, że VAT to młody podatek, którego nie ma w Stanach Zjednoczonych, a który w Europie Zachodniej istnieje dopiero pół wieku. Ale jeśli pyta Pani o stronę dochodową budżetu, to przede wszystkim należy usprawnić pobór podatków przez ich uproszczenie: odejście od PIT i CIT na rzecz podatku od przychodów (bez manipulowania kosztami przy ustalaniu zysku) i zbiorczo od funduszu płac. Pamiętajmy też o jednym, strona finansowa – to tylko pierwsza część realizacji praw rodziny. Druga to przeciwstawienie się zorganizowanej demoralizacji: pornografii i pornografizacji kultury masowej, propagandzie seksu bez zasad moralnych w szkołach, negacji etyki chrześcijańskiej. Rodziny potrzebują korzystnego klimatu moralnego. Nie zmienimy od razu kultury masowej – ale powinniśmy odważnie przeciwstawić jej naszą wierność etyce chrześcijańskiej.


Ale kto ma się przeciwstawiać tej, jak Pan to nazwał, „zorganizowanej demoralizacji"? Same rodziny czy nasi przedstawiciele, których wybieramy w wyborach? Bo ja od wielu rodziców słyszę, że wciąż są namawiani do aktywności, a oni chcą czas z dziećmi spędzać, uczyć na rowerku jeździć, pierwsze kroki obserwować, a nie brać udział w protestach czy konferencjach...

Ochrona społeczeństwa (a szczególnie młodzieży) to obowiązek państwa i prawo obywatelskie. Art. 72 Konstytucji mówi wyraźnie, że władza ma obowiązek w tej dziedzinie reagować na każdą pojedynczą interwencję obywatelską. Ale (przepraszam za ironię) to tylko Konstytucja. Niestety, traktowanie prawa jako nieznaczącej konwencji, od której ważniejsza jest poprawność polityczna – to element spełniania pierwotnego snu komunistów, obumierania państwa. Tymczasem państwo broniące ładu moralnego to właśnie zasadnicze prawo tych rodzin, o których pani mówiła – które zajmując się utrzymaniem i wychowaniem dzieci robią najwięcej dla społeczeństwa. Oczywiście, że rodzice wychowujący dzieci nie muszą chodzić po konferencjach – natomiast dobrze, żeby kierowali się solidarnością wobec innych w podobnej sytuacji, i wspierali tych, którzy bronią ich uprawnionych interesów.


Wracając jednak do polityki prorodzinnej, czy można w niej uwzględnić także matki niepracujące zawodowo, tzn. takie, które po urodzeniu dziecka chcą zostać z nim w domu i nie wracać do pracy zawodowej? Co państwo powinno im zaproponować?

To bardzo dobry projekt, ale możliwy do realizacji dopiero w drugim etapie uruchamiania polityki prorodzinnej. Ponieważ jej rozwój musi być zawsze skorelowany ze wzrostem dochodu narodowego. Na początek należy walczyć o zmiany kulturowe – powinniśmy mówić nie tyle o „pozostawaniu matki w domu", ale o jej pracy w domu. Zachodnioeuropejscy ekonomiści, oczywiście na tle tamtejszych cen, szacują wartość domowej pracy kobiety na 3,3 tys. euro.


Ja nawet nie myślę o zapłacie za ich pracę, ale o takim docenieniu macierzyństwa, żeby w jakichkolwiek projektach nie deprecjonować go, zakładając, że każda kobieta tylko marzy o oddaniu dziecka do żłobka i powrocie na etat. Może pieniądze na budowę żłobków oddać mamom? Swoją drogą nie wydaje się Panu ciekawe, że coś, co w poprzednim systemie służyło do „rozmontowywania" rodziny, czyli jak najszybsze zabieranie dzieci do instytucji opiekuńczych dziś jest elementem polityki prorodzinnej?

Tylko w wersji minister Kluzik-Rostkowskiej, bardzo się o to spieraliśmy. Uważałem, że kompletnie deformuje politykę prawicy. Oczywiście, że musimy odwrócić kierunek. Deprecjonowanie kobiet pracujących w domu, czy w ogóle robienie założenia, że ich nie ma, to skandaliczna forma dyskryminacji.


Myśli Pan, że mamy jeszcze szansę wydźwignąć się z zapaści demograficznej, zanim nastąpi krach systemu emerytalnego? Jest nadzieja?

Oczywiście, ale wymaga to rozwoju gospodarczego, zmian w polityce podatkowej i głębokiego odrodzenia moralnego. Najważniejsze, że istnieją jego autentyczne podstawy. Widać to jasno w życiu chrześcijańskim. Mamy bardzo wiele młodych polskich rodzin, świadomie i dobrowolnie podejmujących powołanie do wielodzietności. Jeżeli takich rodzin będzie coraz więcej – naprawimy polską demografię. Ale muszą znaleźć naprawdę uznanie ze strony państwa, również moralne. Muszą mieć świadomość, że są moralną elitą. Wtedy nasz sposób życia będzie się szerzyć. W Niemczech czy we Francji kryzys demograficzny spowodował już zmiany nieodwracalne. Znaczenie czynnika muzułmańskiego w tych krajach będzie rosnąć, nie maleć i nigdy nie wrócą już do stanu poprzedzającego zmiany, które nastąpiły w latach 60. W Polsce mamy ciągle szansę, ale wymaga to autentycznego zaangażowania: tak władz publicznych, jak i samego społeczeństwa. Raz jeszcze, tak jak w całej naszej historii, kluczową rolę odegrać musi opinia katolicka.

 

rozmawiała
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
 
 

zdjcie kliknij

Go to top